poniedziałek, 9 listopada 2015

Moja kompleksowa pielęgnacja twarzy czyli co używam od A do Z

Ten wpis planowałam już dawno temu... Miał on dotyczyć jesiennej pielęgnacji twarzy. Choć już widziałam (o zgrozo:D ) pierwszą choinkę przed centrem handlowym, to dopiero teraz się zebrałam żeby opublikować dokładnie co używam do pielęgnacji twarzy.



Pierwszym krokiem rano jest dla mnie oczyszczenie twarzy, przede wszystkim staram się wybierać produkty bez szkodliwego SLS i przywiązuję dużą uwagę do składu kosmetyków, które nakładam na twarz. SLS i SLES  to tanie detergenty syntetyczne stosowane w przemyśle. Dziś możemy je niestety znaleźć w prawie każdym szamponie czy żelu myjącym. Powodują lepsze pienienie się produktu, przez co ten sprawia wrażenie skuteczniejszego. Stosowane regularnie podrażniają skórę. Obecnie stosuję piankę do mycia twarzy firmy Madara, jego recenzje możecie znaleźć tutaj: KLIK
Po oczyszczeniu przychodzi czas na tonik.  Wiele kobiet nie docenia działania toniku i zupełnie pomija ten krok w codziennej pielęgnacji.  A szkoda. Jego zadaniem jest przywrócenie skórze odpowiedniego pH.  Prawidłowe pH to naturalna ochrona przed szkodliwym wpływem środowiska. Zauważyłam, że tonik równoważy działanie żelu oczyszczającego i pozwala kremom lepiej się wchłonąć. Obecnie wymiennie stosuję hibiskusowy tonik z Sylveco i organiczną wodę micelarną z Madary.

Tonik z Sylveco nie od razu podbił moje serce, jego żelowa konsystencja na początku mnie trochę zdziwiła. Zauważyłam jednak, że dzięki temu jest bardziej wydajny i szybko uspokaja skórę. Od jakiegoś czasu moja cera coraz bardziej zmierza ku cerze naczynkowej. Po zastosowaniu tego toniku rumień się zmniejsza. Oprócz tego likwiduje uczucie ściągnięcia na twarzy, które czasami towarzyszy mi wcześnie rano. W ogóle bardzo się cieszę że Sylveco jest dostępne na rynku - to polska, rodzinna firma która produkuje kosmetyki o dobrym składzie w przystępnych cenach.

Woda miceralna z madary jest bezzapachowa. Jest bardzo delikatna i nie pozostawia lepkiej warstwy na skórze.  Muszę przyznać, że ostatnio częściej stosuję ją wieczorem do demakijażu oczu, do tego nadaje się znakomicie. Można ją kupić w sklepie internetowym Matique.

Pod oczy nakładam rewitalizujący krem nawilżający firmy Ava Eco Linea. Na początku cieszyłam się z szklanego opakowania i dozownika, ale niestety dozownik zepsuł się pod koniec używania. Jeśli chodzi o działanie, to moja skóra wręcz go chłonie, dlatego idealnie nadaje się do stosowania rano.

Po oczyszczeniu na twarz stosuję Tonik z kwasem PHA 6% z Biochemii Urody. Dopóki jest ciepło to wystarczy mi takie nawilżenie, dzięki obecności mleczanu sodu, pantenolu (wit.B5) i glukonolaktonu ten tonik intensywnie nawilża moją twarz. W ogóle kwasy PHA to moje ostatnie odkrycie, są odpowiednie nawet dla mojej naczyniowej cery która dodatkowo boryka się z trądzikiem.




Wieczorem rytuał znowu się powtarza. Nadchodzi czas na oczyszczenie i tonizowanie. Oczy zmywam płynem miceralnym z Madary. Punktowo na wypryski nakładam Skinoren. Tak jak pisałam już wcześniej, kwasy PHA to moje wielkie odkrycie. :)  Po dłuższym stosowaniu Skinorenu zauważyłam, że przebarwienia się zmniejszyły. Tutaj trzeba być cierpliwym, i należy wykończyć całe opakowanie żeby zobaczyć efekty.

Jeśli potrzebuję nawilżenia, to nakładam krem na noc z Madary. Jestem z niego również naprawdę zadowolona, bo po jego zastosowaniu skóra jest na drugi dzień bardziej wypoczęta, pisałam o nim więcej tutaj: KLIK

Lubię też lekki krem brzozowy z Sylveco. Powtórzę jeszcze raz jak bardzo cieszę się że taka firma jest dostępna na rynku :) Ostatnio ich produkty widzę w sklepach zielarskich i w aptekach. Nareszcie nie muszę zamawiać wszystkich kosmetyków w internecie, wystarczy że udam się do swojego ulubionego sklepiku ze zdrową żywnością w moim mieście! Ten lekki krem sprawdzi się u posiadaczek cery skłonnej do zapychania, jak sama nazwa mówi jest bardzo lekki i lekko nawilża.

Pod oczy znowu nakładam krem z firmy AVA. Obecnie szukam jednak czegoś mocniejszego, mam bardzo cienką skórę pod oczami i obawiam się że zimą ten kremik nie będzie już dawał rady. Macie może coś godnego uwagi?

Raz albo dwa razy w tygodniu stosuję peeling i maseczkę. Wystrzegam się mocnych peelingów, bo po nich wyglądam jak buraczek. :D Dlatego peeling enzymatyczny jest idealny do takiej naczynkowej cery jak moja. Niezauważalnie i delikatnie złuszcza martwy naskórek. Obecnie używam tego z Biochemi Urody, choć szukam jakiegoś innego, bo ten trzeba jeszcze wymieszać z wodą i zawsze mam z tym trochę bałaganu.


Jako maseczkę stosuję gotową mieszankę różowej glinki.  Glinka różowa jest mieszaniną glinki czerwonej i białej. Najlepsze efekty widzę, kiedy stosuję ją regularnie, czyli raz albo dwa razy w tygodniu.

Oprócz tego staram się dbać o swoją dietę, już od ponad roku nie jem mięsa i drastycznie ograniczyłam produkty pochodzenia zwierzęcego, piję codziennie rano ciepłą wodę z cytryną i jestem uzależniona od naparów z czystka. :)

środa, 7 października 2015

Zestaw startowy Madara

Kosmetyki Madara pochodzą z Łotwy i wytwarzane są z składników zbieranych w rejonie Bałtyku.
Dzisiaj pod lupę chciałabym wziąć zestaw startowy tej marki, który można kupić w sklepie matique.pl.

W skład zestawu wchodzi pianka oczyszczająca, regenerujący krem na noc i lekki krem nawilżający.



Zacznę od mojego faworyta, którym jest pianka oczyszczająca. Jest niezwykle miła w użyciu, tworzy na twarzy taką milutką, aksamitną i puchową piankę. Mogłabym godzinami masować twarz przy użyciu tej pianki. :-) :-)


Pompka działa sprawnie i nie zacina się. Dozownik wydobywa piękną i gęstą pianę, która nie przecieka przez palce. Oprócz tego jest bardzo wydajna, dzięki temu że występuje w formule pianki. Po umyciu twarzy mam uczucie miękkiej skóry, oprócz tego twarz jest też matowa. Ma delikatny i odświeżający zapach, co sprawia że sprawdza się rano na rozbudzenie. Wieczorem radzi sobie też dobrze z makijażem.

Jest to kosmetyk do którego z miłą chęcią wrócę, jak mi się skończy, choć jak na razie jest tak wydajny że końca nie widać. ;-) Jedyny minus to cena, ale teraz się przekonałam że warto.



Bardzo miło zaskoczył mnie też regenerujący krem do twarzy na noc. Jestem  obecnie w trakcie kuracji kwasami i moja skóra jest trochę przesuszona. Nałożyłam ten krem na noc i nie oczekiwałam zbyt wiele. Gdy rano się obudziłam skóra była mniej zaczerwieniona i jakby bardziej uspokojona, ukojona i wypoczęta. To było naprawdę miłe zaskoczenie.

Niestety ostatni produkt nie przypadł mi do gustu. Myślę że bardziej sprawdziłby się u posiadaczek cery normalnej. Na mojej twarzy ten krem nawilżający zostawiał taki kleisty film i nie nadawał się pod makijaż, oprócz tego był trochę toporny w nakładaniu, musiałam się nieźle natrudzić żeby go dobrze wklepać. Na szczęście zapach trochę rekompensował jego użycie - pachniał lekko ziołowo, odświeżająco i nienachalnie.

Ogólnie po przetestowaniu tego startera mam ochotę na więcej kosmetyków z tej firmy. To chyba najbardziej luksusowe ekologiczne kosmetyki jakie miałam okazję stosować. W trakcie ich używania czułam się naprawdę dopieszczona i odprężona.




poniedziałek, 28 września 2015

Herbaciany niezbędnik na jesień czyli moje nieodzowne trio

Przyszła jesień, moja ulubiona pora roku. W tym roku panowały takie upały, że piłam herbatę niezwykle rzadko jak na moje standardy. Na szczęście zbliża się październik i odnowiłam swoje zapasy.

W tym poście chciałabym skupić się skupić tylko na trzech herbatach. Tylko i aż trzech. Uważam że każda z nich ma wspaniałe właściwości i nie powinno ich zabraknąć w żadnym domu.



Numerem jeden jest zdecydowanie czystek. Jeśli jeszcze nie próbowaliście czystka, to musicie to naprawić. Ja uwielbiam smak i zapach czystka, picie go to taki mój rytuał. To zioło jest naprawdę niesamowite i ma wiele zastosowań. Przede wszystkim zachęcam do tego żeby być bardzo systematycznym w jego stosowaniu. Jednorazowe wypicie tej herbatki oczywiście nie zaszkodzi, ale jeśli naprawdę chcecie skorzystać z jej dobrodziejstwa, to musicie być cierpliwi. Zapewniam Was że warto. Starajcie się unikać mielonego czystka, z mojego doświadczenia wynika że jest gorszej jakości. W okresie jesiennym staram się wypijać trzy kubki czystka dziennie. Uwaga: można a nawet wskazane jest aby kilka razy pić ten sam napar. Dlatego naprawdę uważam, że opłaca się zainwestować w bio czystek. 

Czystek ma różnorakie działanie:

  • przeciwzapalne, antygrzybiczne, antyhistaminowe 
  • wspomaga leczenie trądziku
  • wybiela zęby, odświeża oddech


Moim drugim niezbędnikiem jest herbatka rozgrzewająca. W okresie zimowym często mi zimno i nieprzyjemnie. A ta herbatka w bardzo przyjemny sposób usuwa tę przypadłość. To pewnie dlatego że uwielbiam połączenie smaku malin i kwiatu lipy. Napar z tej herbatki rewelacyjnie rozgrzewa mnie na cały dzień

Składniki: owoc maliny, owoc bzu, owoc tarniny, owoc jabłka leśnego, kwiat lipy, kwiat bzu, ziele tawuły w różnych proporcjach

Trzecia i ostatnia to herbatka fix na trawienie. Tę herbatkę lubię za smak i jej działanie. Na pewno zasmakuje ona każdemu miłośnikowi bzu czarnego. :-) Ta mieszanka znakomicie wspiera układ trawienny.

Tak przedstawia się mój herbaciany must have :-) Szczególnie zachęcam Wszystkich żeby zaprzyjaźnić się z czystkiem. :-) Naprawdę warto zrobić sobie dłuższą kurację i sumiennie wychylać sobie kilka kubków tego dobrodziejstwa tak jak ja. Na pewno zauważycie jego dobroczynne działanie i zapomnicie o dawnych przeziębieniach

Pozdrawiam!

niedziela, 8 marca 2015

Kulinarnie: Curry z mlekiem kokosowym

Dzisiaj chcialabym sie podzielic z Wami przepisem na pyszne wege curry z mlekiem kokosowym. Uwielbiam zapach curry i orientalny zapach, który unosi się później w całym domu. :-)

Skladniki:
1 puszka mleka kokosowego (ja uzylam wersji BIO z Rossmanna).
kilka marchewek
pasta z pomidorów (najlepiej w kartoniku, tych puszkowych staram sie juz w ogóle nie kupować).
cebula
brokuly
kalafior
2 ząbki czosnku
imbir (ja uzylam mielonego, ale najlepiej jeśli użyjecie świeży).
ryż (ja od jakiegoś czasu staram się kupować ryż, który nie jest pakowany w woreczki. Jestem zdania że podczas gotowania woreczek foliowy powoduje wydzielanie z niego szkodliwych substancji. Oprócz tego taki wybór jest lepszy dla środowiska. A jak jest u Was?)


Wykonanie:

Przyprawy podsmaż na oleju, następnie dodaj 2 ząbki czosnku, uważaj żeby się nie przypaliły.
Po około 2 minutach dodaj drobno posiekaną cebulę, a później pokrojoną w talarki marchewkę.
Następnie dodaj pastę pomidorową i wymieszaj.
W międzyczasie podziel kalafiora i brokuła na zgrabne różyczki i zagotuj je z odrobiną soli morskiej.
Teraz możesz lekko zmniejszyć gaz i zająć się dodawaniem mleka kokosowego. Wymieszaj całość tak aby dokładnie wymieszał się z sosem pomidorowym i na koniec posól używając soli morskiej. Dodaj warzywa i jeszcze raz wymieszaj całość. Podawaj z ulubionym ryżem (u mnie jasminowy).
Smacznego!

Musze zdecydowanie jeszcze popracować nad jakością zdjęć. Ale zapewniam Was, smakuje znakomicie!




Jeśli lubicie aromatyczne dania, to musicie wypróbować ten przepis! :-)

niedziela, 5 października 2014

Wege Rosół - aromatyczny i rozgrzewający :-)

Od niedawna nie jem mięsa i jak powiedziałam, że zrobię rosół, to mój współlokator dziwnie się na mnie spojrzał i powiedział, że on tego jeść nie będzie... Cóż, kilka dni później udało mi się go wyprowadzić z tego błędu. ;) Zjadł cały talerz, a nawet dodał na końcu że było smacznie.

Nie użyłam żadnej kostki bulionowej, ani nic z tych rzeczy. Sekret tkwi tutaj w dobrej jakości włoszczyźnie, ziołach (przede wszystkim lubczyk), a żeby były tzw. "oka", posiłkowałam się sosem sojowym, do tego koniecznie kurkuma i papryka słodka, które nadają trochę kolorków.




Składniki:
2, 5 litra mineralnej albo przegotowanej wody
2 cebule
3 marchewki
seler
pietruszka
natka pietruszki


Przyprawy:
1 łyżeczka lubczyku
3 ziarna ziela angielskiego
4 liście laurowe
ząbek czosnku
pół łyżeczki kurkumy
szczypta mielonej gałki muszkatałowej
szczypta mielonej słodkiej papryki
3 łyżki sosu sojowego
sól morska
  • Obierz selera, marchewkę i cebulę. Wszystkie warzywa dokładnie umyj. 
  •  Pokrój marchewkę , pietruszkę i seler w słupki. 
  • Do garnka wlej wodę mineralną albo przegotowaną. Dodaj lubczyk, liść laurowy, zielę angielskie, gałkę muszkatałową, kurkumę, paprykę i cebulę. Całość gotuj 50 minut, koniecznie na małym ogniu. 
  • Pod koniec gotowania posól i popierz oraz dodaj sos sojowy i poszatkowaną pietruszkę,

Jest bardzo aromatyczny i idealny na jesienne obiady. 

środa, 16 lipca 2014

Co na kanapkę: zdrowa i smaczna pomidorowa pasta z soczewicy

Utarło się że jak kanapki, to albo z serem lub wędliną.  Czyli generalnie nuda ;-)

Tymczasem istnieje mnóstwo innych możliwości i drugie śniadanie do pracy/szkoły wcale nie musi być takie powtarzalne.  Ja uwielbiam własnoręcznie zrobione pasty albo wegetariańskie pasztety, które są naprawdę pyszne. Te drugie kupuję czasami w almie na dziale ze zdrową żywnością.

Ostatnio kupiłam przepyszny pasztet pomidorowy z cieciorką firmy Primavika. W jeden wieczór opróżniłam cały słoiczek. :)


Zainspirowało mnie to do zrobienia własnej pasty. Niedawno robiłam zupę z soczewicy i miałam jej resztki, więc zamiast cieciorki dodałam soczewicę.

Pasta z soczeiwcy:

200 g soczewicy
cebula
1 ząbek czosnku
1 łyżka słodkiej papryki w proszku
sól morska

pieprz
2 łyżki przecieru pomidorowego

Soczewicę ugotowałam wg przepisu na opakowaniu (soczewica firmy Sante). Cebulę poszatkowałam i przysmażyłam, dodałam jeden ząbek czosnku i 2 łyżki przecieru pomidorowego. Doprawiłam do smaku pieprzem, solą morską i słodką papryką. Następnie zblendowałam na gładką masę (mamusiu, dziekuję za blender :)). Wyszło bardzo smaczne i taaaakie aromatyczne. :-) Na dowód powiem jeszcze, że nawet jeden bliski mi mięsożerca zajada się tą pastą i prosi o więcej.



Soczewica dzięki zawartości lekkostrawnego białka, wapnia, żelaza i beta-karotenu korzystnie wpływa na organizm i wzmacnia aktywność fizyczną.


A Wy robicie czasami pasty na kanapki? Gwarantuję, że warto się przełamać. :)


wtorek, 15 kwietnia 2014

Ekologiczna Pani Domu


Zwracacie uwagę na to czego używacie do utrzymania czystości? Dzisiaj chciałabym napisać o produktach, których ja używam do sprzątania domu. W część z nich zaopatruję się w rossmannie lub obi, a płyn do prania kupuję w internecie.

Wszystkie te produkty mają oznakowanie Ecolabel. Ecolabel jest to oznakowanie ekologiczne. Europejski znak ekologiczny na wyrobach wskazuje, że są one mniej szkodliwe dla środowiska niż podobne wyroby. Oczywiście najbardziej ekonomicznym i eko sposobem jest używanie tego co nasze babcie - czyli sody i octu. :) Na allegro można się zaopatrzyć w sodę oczyszczoną, która przyda się na przykład do wyszorowania kuchenki albo piekarnika. Ja w tym poście skupię się jednak na "gotowcach".


Moim zdaniem do najważniejszego detergentu zalicza się produkt, w którym pierzemy swoje ubrania. Przywiązuje do tego szczególną uwagę, ponieważ mój luby jest chory na AZS.  Ja do tego celu używam płyn do prania firmy Sodasan.

Oto co mówi sam producent
„Prać ze świadomością oddziaływania na środowisko” - oznacza również, aby utrzymywać temperaturę prania na możliwie najniższym poziomie. W przypadku produktów w proszku mogą tu wystąpić problemy z rozpuszczalnością. Natomiast płynne środki do prania działają także w chłodnej wodzie, skutecznie i dają doskonałe wyniki w praniu.
W przeciwieństwie do konwencjonalnych produktów ten płyn nie zawiera żadnych syntetycznych tenzydów jako substancji piorących, w zamian w jego składzie znajduje się mydło roślinne wytwarzane z olejów roślinnych pochodzących z kontrolowanych upraw ekologicznych."

Skład:  mydło na bazie olejków roślinnych z upraw ekologicznych, cytryniany, alkohol, poliaspartany, olejki eteryczne.

Dobrze pierze ubrania, ma prawie niewyczuwalny zapach (nie każdemu może się to podobać - szczególnie miłośnikom perfumowanych płynów, dla mnie jednak takie zapchy bywają duszące).




Drugim w kolejności dla mnie produktem jest  płyn do mycia naczyń. Mojego ulubieńca kupuję w rossmanie. Jest to płyn domol z serii ekologicznej. Charakteryzuje się bezbarwnością i niedrażniącym, delikatnym zapachem.  Jest bardzo wydajny  (500 ml kupimy w cenie 5 zł). Dobrze odtłuszcza i łatwo się spłukuje. Dla rodziców największą zaletą będzie delikatność - będzie idealny do mycia smoczków dla dzieci.




Informacje od producenta:
Producent marki Domol – seria Ökologisch wspiera inicjatywę „na rzecz zrównoważonych środowiskowo środków i systemów czyszczących”. Jej celem jest promowanie zasady zrównoważonego rozwoju wśród producentów detergentów oraz innych środków czyszczących przeznaczonych do użytku domowego, jak i przemysłowego.

Myję naczynia prawie zawsze w rękawiczkach. Odkryłam w obi rękawiczki dla alergików, które nie mają lateksu. To zbawienie dla każdego alergika. Mój A po normalnych rękawiczkach zawsze miał pokrzywkę i łzawiły go oczy. Dzięki tym rękawiczkom mogę go też zaganiać do mycia garów. ;-)
 Zapłaciłam za nie trochę ponad 20 zł. Jednak uważam, że są warte tych pieniędzy. Są bardzo wytrzymałe i naprawdę dobrze się sprawują. Na szczęście ja nie jestem uczulona na lateks, ale dzięki tym rękawiczkom mam mniej wysuszone ręce. :)



Do mycia podłóg stosuję płyn uniwersalny z Gold Drop z serii eco line. Kupiłam go w realu za jedyne 5 zł :D To mało jak za taką pojemność, zważając jeszcze na to że jest to produkt z certyfikatem. Płyn świetnie się pieni i pozostawia w domu zapach czystości. Skuteczny produkt w dobrej cenie i na dodatek polskiego producenta. Jak znowu będę w realu, to będę szukać produktów tej firmy, bo stosunek jakości do ceny jest tutaj naprawdę powalający.




Do czyszcenia kuchenki, garnków i ceramiki używam mleczka sonett.
Informacja od producenta:
Produkt posiada certyfikaty ekologiczne EcoGarantie i EcoControl.  
Opis składu:
Bardzo drobno zmielony wapień sprawia, że mleczko do szorowania jest bardzo łagodnym i delikatnym środkiem czyszczącym. Efektywność czyszczenia i rozpuszczania tłuszczu zapewniają związki powierzchniowo czynne i alkoholowy roztwór siarczanu uzyskiwane z oleju kokosowego, skrobi roślinnej i wielocukrów. Naturalne olejki eteryczne mają działanie antyseptyczne i konserwujące. Przyjemny zapach jest mieszanką lawendy pochodzącej w 100% z upraw ekologicznych i dziko rosnącej trawy cytrynowej.

Najbardziej lubię je właśnie za zapach - czuję najprawdziwszą trawę cytrynową. :-) Na gąbkę potrzebuję tylko "kapki" aby wyczyścić mocno zabrudzony garnek albo kuchenkę. 




A tutaj reszta cała reszta:


Do mycia szyb używam płyn z froscha (dostępny w realu, rossmannie, obi i auchan)

Informacja od producenta: Płyn do mycia na bazie spirytusu, o bardzo szerokim zakresie zastosowania. Idealny do mycia szkła i wszelkich innych gładkich powierzchni wewnątrz i na zewnątrz domu.
Dzięki zawartości spirytusu, płyn rozpuszcza tłuszcz i skutecznie usuwa zabrudzenia nie pozostawiając żadnych smug.  Substancje czynne ulegają biodegradacji.

Jeśli chodzi o mycie okien, to u mnie sprawdza się zestaw: płyn frosch, ściereczka bawełniana i gazeta. Poważnie, stara gazeta :-)
Spryskuję szybę płynem, następnie rozprowadzam go bawełnianą ściereczką. Później wycieram szybę gazetą. Aż lśni :)

Do sprzątania toalety używam też produktów domol. Są to niedrogie produkty, a w czasie promocji można zaopatrzyć się w zapasy. :)


Oprócz tego każda nieperfekcyjna eko Pani Domu powinna mieć w swoim domu sodę oczyszczoną.
Ja używam jej do mycia kabiny prysznicowej i kafelek. Soda ma naprawdę mnóstwo innych zastosowań. Warto zapoznać się z tym artykułem: KLIK!




wtorek, 21 stycznia 2014

Prezent dla Babci i Dziadka w zdrowym stylu

21 stycznia często obdarowujemy naszych dziadków prezentami. Niestety często są to jakieś szeroko rozreklamowane suplementy diety za bajońskie sumy albo czekoladki. Czekoladki sama bardzo lubię, ale jestem przeciwniczką suplementów diety. Lepsze jest zawsze to co z natury. Przede wszystkim lepiej przyswajalne.

Dlatego przychodzę do Was ze świetnym pomysłem na Dzień Babci i Dziadka. Ostatnio kupiłam herbatkę "Dla Dziadzia" i "Dla Babci". Za jedne opakowanie zapłaciłam 8 zł. Szata graficzna tych produktów jest tak urocza, że nie musimy się nawet juz martwić o zapakowywanie. A zapach też już robi wrażenie. Zioła te zostały zebrane na podlaskich terenach, które mogą poszczyścić się najniższym zanieczyszczeniem powietrza.


U góry skład herbaty dla dziadzia. Ta działa wzmacniająco na serce.





U góry skład herbatki  dla babci. Te ziółka zapobiegają zmianom związanym z wiekiem dojrzałych kobiet. 


Nie zapomnijcie o swoim Babci i Dziadku! :D Ja odwiedzam ich jutro. :) 

Jeśli macie ochotę, to herbatki kupiłam w sklepie Dary Natury. :) 

 http://www.ziolowyzakatek.sklep.pl/dla_babci_herbatka_z_ogrodu_botanicznego.html
 http://www.ziolowyzakatek.sklep.pl/dla_dziadzia_herbatka_z_ogrodu_botanicznego.html

sobota, 7 grudnia 2013

Szampon idealny: Sante Family Szampon do włosów odżywczy ginkgo/oliwka

Szampon idealny musi spełniać dla mnie kilka warunków. Nadawać się do łagodnego i codziennego mycia włosów, nie mieć SLS, znajdować się w ekologicznej butli, nie mieć drażniącego zapachu i być w przystępnej cenie. Te wszystkie cechy spełnia szampon Sante Family odżywczy ginkgo z oliwą. W tej serii występuje też inna wersja zapachowa - pomarańcza i kokos, która też już czeka u mnie na wypróbowanie.


Szampon najpierw wypróbowałam w pojemności 500 ml, kiedy okazało się że świetnie się sprawdza, zamówiłam butlę 900 ml. To naprawdę szampon dla całej rodziny :D

Opis producenta:
Rodzinny szampon do włosów z bio-aloesem i bio-ginkgo, o przyjemnym, łagodnym zapachu. Przeznaczony do włosów zniszczonych i osłabionych. Dzięki tenzydom roślinnego pochodzenia delikatnie, ale gruntownie oczyszcza skórę głowy i włosy. Pielęgnacyjna formuła tego szamponu,  zawierająca wyciąg z ginkgo, sok z aloesu, inulinę* oraz olejek z oliwek, w widoczny sposób poprawia kondycję włosów, dodając im sprężystości i witalności.

 *Inulina – tzw. naturalny prebiotyk; rozpuszczalny w wodzie polisacharyd roślinnego pochodzenia. Stosowana w kosmetyce, w szamponach - oczyszcza skórę głowy i włosy, zwalcza przyczyny powstawania łupieżu, łagodzi podrażnienia skóry.

Skład
Aqua (Water), Sodium Coco Sulfate, Lauryl Glucoside, Coco Glucoside, Inulin, Aloe Barbadensis Leaf Juice*, Citric Acid, Betaine, Maris Sal (Sea Salt), Glyceryl Oleate, PCA Glyceryl Oleate, Ginkgo Biloba Leaf Extract*, Olea Europaea (Olive) Fruit Oil*, Arginine, Glycerin, Potassium Sorbate, Phytic Acid, Parfum (Essential Oils), PCA Ethyl Cocoyl Arginate,




Szampon ma certyfikat BDIH i NaTrue.

Cenię ten szampon też za to, że ma higienniczne opakowanie z dozownikiem, takie najbardziej lubię. Włosy po nim są miękkie i pięknie pachną. Ja borykam się z problematyczną skórą głowy i ten produkt nie powoduje u mnie żadnego swędzenia. Ostatnio kupiłam ekologiczny szampon yves rocher z certyfikatem ecocert... Myslałam, że się polubimy, ale dostałam po nim okropnego łupieżu i skóra głowy wręcz paliła. No ale to bohater do innego posta. Z tego produktu jestem bardzo zadowolona. Nadaje się idealnie do codziennego stosowania. No i ta wielka butla! To dopiero ekologiczna opcja. Większa butla wystarcza na dłużej, więc produkujemy mniej śmieci. Polecam z czystym sumieniem.



niedziela, 24 listopada 2013

Ekologiczna pasta do zębów dostępna (prawie) stacjonarnie :)

Już o dłuższego czasu stosuję do mycia zębów tylko ekologiczne pasty. Niestety są one dostępne głównie w sklepach internetowych, a ja nie zawsze mam ochotę na czekanie na listonosza i ponoszenie kostów przesyłki. Dzięki wizażowemu wątkowi odkryłam pastę L'Angelica, która jest też dostępna w aptekach DOZ. Zamawiam pastę na stronie apteki i odbieram ją w pobliskim dozie. Wadą takiego zamówienia jest to, że suma wydanych pieniędzy musi przekroczyć 20 zł. Ja wówczas wkładam do koszyczka dwie takie pasty i mam spokój na dłuższy czas. :) Za 75 ml płacę 10, 49 zł. Za zamówienie nie ponoszę żadnych kosztów, więc można powidzieć że to tak jakby kupować pastę stacjonarnie. :)

Skład:
Aqua, Glycerin, Sorbitol, Calcium Carbonate, Hydrated Silica, Xylitol, Silica, Titanium Dioxide, Aroma, Sodium Myristoyl Sarcosinate, Sodium Methyl Cocoyl Taurate, Xanthan Gum, Zinc PCA, Thymus Vulgaris Extract, Mentha Piperita Extract, Ocimum Basilicum Extract, Melaleuca Alternifolia Oil, Thymus Vulgaris Oil, Ammonium Glycyrrhizate, Limonene.

  • bez prowadzenia testów na zwierzętach
  • wyłącznie przy użyciu produktów rolniczych i zootechnicznych o certyfikowanym pochodzeniu ekologicznym
  • bez użycia GMO, czyli produktów modyfikowanych genetycznie
  • bez użycia substancji jonowych




To już moje kolejne opakowanie tego produktu. Pasta ma łagodny, ale na szczęście nie mdły smak.
Dla mnie pieni się idealnie - nie za mocno, nie za słabo.


Nie podrażnia moich dziąseł, nie szczypie mnie po niej język i podniebienie. Pamiętam, że jak używałam kiedyś colgate kupowanego zawzięcie przez moją mamę, to w pierwszej chwili łzy naciekały mi do oczu a język zaczynał nieprzyjemnie szczypać. Tutaj taka sytuacja nigdy nie miała miejsca.




Pasta zapewnia uczucie odświeżenia, ale mój luby na przykład stosuje ją tylko wieczorem, ponieważ rano woli użyć czegoś mocniejszego. Ja jednak uważam, że to po prostu kwestia przyzwyczajenia do drogeryjnych, ostrych past z SLS. Ja sama nie cierpię mentolowych past, które sprawiają że czuję, jakby coś wyżerało moją jamę ustną. Cóż, może luby kiedyś się przekona. Ja sama stosuję rano i wieczorem. Ponadto używam płynu do płukania i to jest idealne połączenie.
 

Oprócz tego że pasta doskonale radzi sobie z osadem, to mam wrażenie że nawet wybiela zęby. U mnie efekt wybielania był wyraźnie zauważalny po jej regularnym stosowaniu.

Nie podoba mi się za to opakowanie... Wolałabym coś bardziej higienniczniejszego, a nie taką zakrętkę która się trochę nie dokręca. Oprócz tego niestety pasty nie można ustawić pionowo.


Pomimo to lubię do niej wracać, jest korzystna cenowo, delikatna dla dziąseł i dobrze usuwa osad i odświeża.





Stosowałam już wiele past ekologicznych. Może któraś jest zainteresowana jakimś krótkim zestawieniem i porównaniem?

piątek, 15 listopada 2013

Metamorfoza Natalii: KHADI jasny brąz

Kiedy na początku pracy usłyszałam jakąś dziewczynę, która tłumaczy innym, że olejowanie
włosów jest dużo lepsze niż odżywki z silikonem, to już wtedy wiedziałam że coś się święci. :)
W ten sposób poznałam moją nową naturalną siostrę - Natalię. :-)

Natalia ma za sobą rozjaśnianie włosów i farbowanie chemicznymi farbami z drogerii.
Pewnego pięknego dnia (skromnie przyznając) za moją namową zdecydowała się wreszcie na naturalne farbowanie. Wybrała kolor jasny brąz.
Zmamiona obietnicą pysznego obiadu (makaron z brokułami) i wygłaskaniem jej brytyjskiego
kotka zjawiłam się u niej w domu, aby pobawić się w fryzjerkę.

Przygotowanie samej mikstury było dużo prostsze niż mojej naturalnej henny. Tutaj nie trzeba
bawić się z cytrynami, wystarczy tylko gorąca woda (50 stopnii).


 SKŁAD:
Indigofera Tinctoria (Indigo), Lawsonia Inermis (Henna), Emblica Officinalis (Amla), Eclipta Alba (Bhringaraj), Azadirachta Indica (Neem)


Natalia ma niesamowicie grube włosy. Jedno opakowanie niestety nie wystarczyło na idealne
pokrycie włosów, gdzie w moim przypadku jest to idealna ilość, a ja mam jeszcze dłuższe włosy.
Moja włosowa siostra trzymała miksturę na głowie przez trzy godziny.

Przejdźmy do najciekawszego, czyli do wizualnego efektu... :-)


PRZED:


PO:



Włosy są wyraźnie bardziej odżywione, błyszczą się i zyskały na objętości.
Wyszedł piękny kasztanowy kolor. Kolejny namacalny dowód na to, że wszystkie chemiczne farby powinny pójść w odstawkę.


Niestety nie mogę przekonać mojej siostry do naturalnego farbowania - stosuje ciągle rozjaśniacze, najczęściej palette (o zgrozo) i jej włosy nabrały kurczaczkowego koloru.
Oprócz tego są oklapłe i elektryzują się. Przedtem miała piękne grube włosy. Zawsze ładniejsze od moich.
Po tych wszystkich eksperymentach i prostownicy ma istne sianko na głowie.
Nie mogę przemówić jej do rozumu :( Może przeczyta ten wpis i zrozumie swój błąd.


A Wy którą wersję wolicie? :-)





wtorek, 5 listopada 2013

Wieczorny umilacz - Koalane Baume Wallis


Baumy Koalane to nawilżające balsamy. Są oparte na maśle Shea (Karite) i aromatyczncyh dodatkach.Ja mam wersję z z olejkiem ylang ylang.

 


 Opis producenta:

"Baumedo masażu twarzy i ciała z olejkiem ylang ylang. Posiada wyjątkowe właściwości nawilżające, odżywcze i wygładzające skórę.

Znakomity antyoksydant o działaniu przeciwrodnikowym i przeciwzmarszczkowym. Dzięki olejkowi ylang ylang działa regenerująco i odprężająco uwodząc niebiańskim zapachem. Uspokaja oddech i nierówny rytm serca. Wywołuje pozytywne skojarzenia jako afrodyzjak."

Skład:
Butyrosperum parkii, Vitis vinifera, Sesamum indicum, Argania Spinosa, Canaga odorata, le produit contient les allergenes suivants: Benzyl benzoate, farnesol, isoeugenol, geraniol 




W składzie na pierwszym miejscu mamy masło Shea, więc osoby które szukają mocnego nawilżenia,
 mogą spokojnie sięgnąć po ten produkt.

Jeśli chodzi o zapychanie, to balsam lepiej sprawdzi się u osób ze suchą skórą. To taki typowy tłuścioszek. Przy skórze tłustej może okazać się za ciężki.

Ja ten balsam stosuję za to codziennie na usta. Przed pójściem spać nakładam grubą warstwę na usta i tak zasypiam. Czasami rano stosuję również jako błyszczyk do ust, bo ten balsam pozostawia taką przezroczystą taflę na ustach. Rano budzę się z miękimi i mile nawilżonymi ustami. Oprócz tego smaruję nim też ręce i ciało.

Baume znajduje się w szklanym słoiczku z dużą srebrną nakrętką. Pojemik jest bardzo solidny i wygląda  elegancko na łazienkowej półce. Krem znajdował się w tekturowym pudełku.

Balsamy koalane ze względu na bardzo naturalny skład mają krótki czas ważności - tylko trzy miesiące.
Nie są testowane na zwierzętach i posiadają certyfikat Ecocert.

                Plusy:
  • doskonale nawilża usta
  • ładny, nienachalny zapach,
  • certyfikat ecocert,
  • nietestowany na zwierzętach

Minusy:
  • krótki termin ważności,
  • wysoka cena (169 zł)
Posumowując nie stosuję tego balsamu tylko do masażu (tak jak wymyślił to producent), ale bardziej do ust i do rąk. Jeśli chodzi o usta, to sprawdza się tutaj naprawdę dobrze. :)

Balsam otrzymałam dzięki uprzejmości portalu urodaizdrowie.pl 

piątek, 25 października 2013

Jesienny spacer: Pałac w Lubostroniu

W ostatni weekend postanowliśmy skorzystać z pięknej jesiennej pogody i wybraliśmy się do pobliskiego Lubostronia. To tylko około godziny jazdy samochodem z mojej miejscowości. Na miejscu okazało się, że niestety nie można zwiedzić pałacu, choć oczywiście nie było takiej informacji na stronie... 

Na szczęście park krajobrazowy, który otacza park w zupełności to wynagrodził. :-) Ten piękny park ma około 40 hektarów i przechodzi płynnie w las. Miałam ze sobą aparat i postanowiłam uwiecznić naszą piękną polską złotą jesień.


Źródło: KLIK




niedziela, 20 października 2013

Muzeum Mydła i Historii Brudu w Bydgoszczy

Już od dawna chciałam odwiedzić muzeum mydła w moim mieście. W końcu przy okazji spotkania z moją przyjaciółką nadarzyła sie taka okazja.

Byłyśmy na miejscu kilka minut po godzinie 15, okazało się że warsztaty robienia mydełek właśnie się zaczęły. Dobra rada w takim razie dla Was, z tego co wiem, to oprowadzanie odbywa się zawsze o pełnej godzinie. :-) Za wstęp do muzeum zapłaciłyśmy 12 zł.



Szybko przeszłyśmy do wyrobu własnego mydełka. Miałyśmy do wyboru kilka kolorów: czerwony, niebieski i zielony. Ja oczywiście wybrałam zielony. :) Później musiałyśmy jeszcze wybrać kształt mydła. Do dyspozycji było między innymi serce i gwiazdka. Ja wybrałam gwiazdkę.

Następnie dodałyśmy wybrany olejek eteryczny, ja wybrałam zielone jabłuszko, a moja przyjaciółka lawendę. Na sam koniec dobierałyśmy dodatki spośród ziarenek kawy, płatków owsianych, wiórek kokosowych czy też muszelek.

Po zakończeniu zwiedzania dostałyśmy pięknie zapakowane mydełka. Tak prezetuje się moja zielona gwiazda:



Jak możecie zauważyć dodałam do niego trochę wiórek kokosowych i płatki owsiane. Wprawne oko zauważy też trochę muszelek. Nie liczę na jakieś wspaniałe właściwości pielęgnacyjne tego mydełka, bo jest ono stworzone raczej do tego żeby cieszyć oko. :-) Każdy zwiedzający to muzeum może zrobić sobie właśnie takie mydło welde własnych upodobań.

W muzeum oprócz wspaniałego zapachu otaczających mydeł najbardziej spodobała mi się stacja dotycząca czasów PRL. Na przystanku z tego okresu nie mogło zabraknąć oczywiście też Frani :D Jeszcze niedawno moja babcia miała to poczciwe urządzenie w swoim domu. :-) Do tego zaprezentowano nam oczywiście również pokaźną ilość mydeł z PRLu, jak. np. mydło o szałowej jak na tamte czasy nazwie For You :D

                                       Źródło: http://typedeck.com/vintage-polish-packaging/


Nie byłabym oczywiście sobą, gdybym z takiego miejsca wyszła z pustymi rękoma. W muzeum można kupić również wiele mydeł. Są mydła naturalne, marsylskie i takie bardziej fantazyjne, jak np. o kształcie babeczki albo pistoletu. Moja przyjacióła kupiła mydło z mydlnicy lekarskiej za które zapłaciła 9 zł. Ja wybrałam mydło marsylskie o zapachu malinowym. Kosztowało 15 zł. Kostka ta waży 100 g. Już miałam okazję wykorzystać je we wczorajszej kąpieli - mydło zafarbowało wodę w wannie na czerwono, fajna sprawa na poprawę nastoju. :)



Jeśli kiedyś będziecie w Bydgoszczy, to polecam odwiedzić to muzeum. :-)

Pozdrawiam naturalnie,
Czarodzielnica

poniedziałek, 16 września 2013

Jesień też jest piękna - świeczki z wosku pszczelego

Jak co roku od kilku lat odwiedziliśmy z moim Lubym Biskupin podczas festynu archeologicznego. Koncert Percivala był dla mnie gwoździem programu, ale oprócz tego zaopatrzyłam się jeszcze w świeczki z wosku pszczelego.

Nadchodzą długie wieczory, więc takie świeczki to świetny wybór. Świeczki z wosku pszczelego są o wiele lepsze niż takie z parafiny.
  • Rozsiewają delikatny zapach miodu.
  • Wydzielany ze świecy eliksir oczyszcza i jonizuje powietrze.
  • Wpływa pozytywnie na samopoczucie.
  • Jest bardziej wydajna niż świeczka parafinowa.

Za dużą świeczkę zapłaciłam 26 zł. Za mniejszą zapłaciłam 8 zł. Ta większa na pewno będzie towarzyszyć mi przez całą jesień. :)

Obecnie nastała ogromna moda na świece Yankee Candle. Atakują na każdym blogu i w galeriach handlowych. Przyznaję, że wyglądają imponująco, ale są też drogie.
Ja zawsze wolę wspierać lokalne dobra, dlatego zdecydowałam się na świece z wosku pszczelego.

A Wy co wybieracie - Yankee Candle czy naturalne świece z wosku pszczelego?




Keep calm and hear to nature - Czarodzielnica :)

niedziela, 8 września 2013

Jak jedna butelka zastępuje 300 - Bobble Bottle

Z zakupem tej butelki długo się powstrzymywałam, bo wydanie kilkudziesięciu złotych na "zwykłą" butelkę do wody wydawało mi się fanaberią.

Najpierw zakupem kusiła ekocentryczka, a później zielony koszyczek. W końcu i ja postanowiłam dołączyć do szczęśliwego grona posiadaczy bobble bottle.

Opis producenta:
Butelka bobble:
  • oczyszcza zwykłą wodę kranową z zanieczyszczeń organicznych i chloru,
  • pozostawia niezmienioną ilość minerałów, zachowując dobre dla zdrowia pierwiastki,
  • jedna butelka zastępuje przynajmniej 300 zwykłych butelek z wodą,
  • jest wolna od BPA (biosfenolu A), ftalanów i PCV (polichlorku winylu).

Butelkę użytkuję już od paru miesięcy i jestem bardzo z niej zadowolona. Chociaż wydałam na nią kilkadziesiąt złotych, to koszt ten bardzo szybko się zwrócił. Obliczyłam że w miesiącu wydawałam na butelkowaną wodę (najchętniej piłam Cisowiankę albo Ostromecko)  przynajmniej ok. 65 zł.

Filtr do butelki (który trzeba wymieniać co dwa miesiące) kosztuje 30 zł. Miesięczny wydatek na bobble bottle wynosi więc zaledwie 15 zł. Oprócz tego nie produkuję już codziennie kolejnej hałdy śmieci! :)



Bobble jest wygodna, ekologiczna, ekomoniczna i smak też jest bardzo zadowalający. Oprócz tego naprawdę świetnie wygląda i jest bardzo poręczna.


Kupiłam dwie butelki: dla siebie i mojego lubego. Dla mnie wybrałam swój ulubiony zielony, a dla niego ulubiony czarny.





                                      Bobble jest też idealna na nasze rowerowe wyprawy.




wtorek, 6 sierpnia 2013

Ostatnie nabytki



Po długiej przerwie przychodzę do Was ze zbiorczym postem. Chcę Wam przedstawić najciekawsze nabytki z moich ostatnich internetowych zakupów.



1. Sylveco, brzozowa pomadka ochronna z betuliną. 10/10

Skład: Glycine Soja (Soybean) Oil, Beeswax, Lanolin, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Oeonthera Biennis (Evening Primrose) Seed Oil, Butyrospermum parkii (Shea Butter) Fruit, Theobroma Cacao Seed Butter, Betulin, Carnauba Wax 

Świetnie nawilża i natłuszcza. Bardzo szybko poprawia kondycję ust. Moim zdaniem jest też bardzo wydajna (na przykład bardziej niż alterra), bo potrzebuję przejechać nią tylko raz po ustach i już czuję że są maksymalnie nawilżone. Daje lekki połysk bez koloru. Kolejnym walorem pomadki jest to, że jest polskiej produkcji.
Do tej pory z naturalnych pomadek stosowałam z powodzeniem alterrę i noni care. Sylveco plasuje się jednak na pierwszym miejscu. 



2.Khadi, Henna z Amlą i Jatrophą. 

Skład: Lawsonia Inermis (Henna) Emblica Officinalis (Amla) Eclipta Alba (Bhringaraj)
Bacopa Monniera (Brahmi) Acacia Concinna (Shikakai) Terminalia Chebula (Harad)
Terminalia Bellirica Roxb. (Vibhitaki) Jatropha Glandulifera (Jatropha) Azadirachta Indica (Neem)


Dotychczas z zadowoleniem stosowałam naturalną hennę od khadi. Chciałam wprowadzić trochę nowości, więc kupiłam teraz wersję z amlą i jatrophą. Po niej włosy mają być bardziej czerwone. Zobaczymy co z tego wyjdzie :)


3. Lavera, szampon przeciwłupieżowy bławatkowy. 6/10

Skład: wodno-alkoholowy wyciąg z bławatka*, substancje myjące z kokosów i cukru, gliceryna roślinna,wyciąg z szałwii*, betaina, wyciąg z miodylli indyjskiej*, hydrolat z rozmarynu*, hydrolat z mięty*, hydrolat z oczaru wirgilijskiego*, sól morska*, wyciąg z alg morskich, wyciąg z orzechów, prowitamina B5 (pantenol), białko pszeniczne, witamina H, mączka guar, lecytyna, dwustearynian glikolu, mieszanka olejków eterycznych

Kupiłam ten szampon, ponieważ miałam problem z łupieżem. Powoli już zaleczył mój łupież, ale nie podoba mi się jego zapach. Jest dobry do leczniczego stosowania, ale raczej już po niego więcej nie sięgnę.


4.Coslys,  żel pod prysznic z oliwą z oliwek. 5/10

Skład: aqua (water), spiraea ulmaria flower water* (organic meadow sweet flower water), sodium lauroyl sarcosinate (anionic surfactant from coco, palm kernel oil and glycin), glycerin (vegetable glycerin), cocamidopropyl betaine (amphoteric surfactant from coco and palm kernel oil), caprylyl / capryl glucoside (non ionic surfactant from coco, palm kernel oil and glucose), decyl glucoside (non ionic surfactant from glucose), , xanthan gum (gelling agent), sodium lauroyl oat amino acid (anionic surfactant from oat amino acids), citrus aurantium dulcis oil* (organic orange essential oil), miel* (organic honey), sodium chloride (salt), glycine soja (non GM soya extract), tocopherol (natural vitamin E), cananga odorata oil* (organic ylang ylang essential oil), olea europaea oil* (organic olive oil), lavandula angustifolia oil* (organic lavender essential oil), dehydroacetic acid (and) benzyl alcohol (preservative systems), linalool (and) limonene (and) benzyl benzoate (ingredients from essential oils)

Ten żel ma w moim odczuciu zbyt wodnistą konsystencję i dlatego już po niego ponownie nie sięgnę. Pomimo tego całkiem dobrze się pieni. Dobrze nawilża i to by było na tyle. Nie zachwycił mnie specjalnie.



5. Coslys, nawilżający szampon do włosów. 8/10

 Skład: Aqua, spiraea ulmaria flower water*, sodium coco sulfate, cocamidopropyl betaine, decyl glucoside, diglycerin, sodium chloride, hydrolyzed wheat peptides, coco glucoside, glyceryl oleate, citrus dulcis oil*, butyrospermum parkii*, sweet almond oil polyglyceryl 6 esters, coco alcohol, glycerin, cananga odorata oil*, sodium sulfate, benzyl alcohol (and) dehydroacetic acid, glycine soja, tocopherol, benzyl benzoate (and) limonene (and) linalool.

Ten szampon ma kremową konsystencję. Amatorki słodkich zapachów będą tutaj zdecydowanie zadowolone. Jest bardzo delikatny i dobrze nawilża włosy. Idealny do codziennego stosowania. Do tego szamponu pewnie jeszcze wrócę.



6. Alva, aktywny krem oczyszczający. 9/10

Skład: Aqua, Simmondsia Chinensis Oil, Aloe Barbadensis, Glyceryl Stearate SE, Brassica Oleifera Oil, Polyglyceryl-3 Methylglucose Distearate, Cera Alba, Tocopheryl Acetate, Helianthus Annuus Seed Oil, Parfum (Fragrance), Sodium Hyaluronate, Algin, Lactic Acid, Glycerin, Xanthan Gum, Bisabolol, Citrus Aurantium Bergamia Oil, Cymbopogon Winterianus Oil, Lavandula Hybrida Oil, Melaleuca Alternifolia Oil, Cananga Odorata Oil, Rosmarinus Officinalis Oil, Leptospermum Scoparium Oil, Phytic Acid, Potassium Sorbate, Limonene, Citral, Linalool, Geraniol, Citronellol.

Ma konsystencję pasty, jest bardzo wygodny w aplikacji. Pomimo gęstej konsystencji wchłania się błyskawicznie do matu. Najbardziej podoba mi się to że zapobiega zanieczyszczeniom, ale przy tym nie wysusza nadmiernie skóry. Jest bardzo wydajny i ma higieniczną tubkę. Na pewno jeszcze do niego wrócę.



7.Alva, płynny podkład. 6/10

Składniki: Aqua, Glycerin*, Squalane, Decyl Olive Esters, Cetearyl Alcohol, Cetearyl Olivate, Sorbitan Olivate, Tocopherol, Magnesium Aluminum Silicate, Calendula Officinalis Extract, Chamomilla Recutita (Matricaria) Flower Extract, Glycyrrhiza Glabra (Licorice) Root Extract, Grape (Vitis Vinifera) Leaf Extract, Yeast Polysaccharide, Cetyl Palmitate, Sorbitan Palmitate, Squalene, Macadamia Ternifolia Seed Oil*, Camelina Sativa Seed Oil*, Oenothera Biennis (Evening Primrose) Oil*, Parfum, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Géraniol, Citronellol, d-Limonene.

Zdecydowanie nie zdetronizował mojej miłości do kosmetyków mineralnych. Będzie idealny dla dziewczyn z żółtymi podtonami. Raczej wrócę w tym przypadku do podkładów mineralnych, bo mogę nimi lepiej stopniować poziom krycia i lepiej utrzymują u mnie mat. Ten podkład źle współpracuje u mnie z  kremami nawilżającymi. Kupiłam go, ponieważ tutaj zachwalała go Ala.


Podsumowując, najbardziej zadowolona jestem z pomadki do ust firmy sylveco i kremu oczyszczającego do twarzy firmy alva. Te produkty są już na liście moich następnych zakupów.

sobota, 25 maja 2013

Smakowe unieniesienia według Adriana - olej lniany



Sponsorem tego postu jest mój Ukochany, który niestety od samego urodzenia cierpi na atopowe zapalenie skóry. Suche ręce, usta, twarz to niestety typowe symptomy tej choroby...

Pewnego dnia postanowiłam, żeby namówić go na picie oleju lnianego.  Do tej pory nie wiem jak mi się to udało, ale w końcu zgodził się. :) Teraz już sięga po ten olej z własnej woli.

Dwa dni temu minęły 3 miesiące od rozpoczęcia kuracji. Efekty? Widoczne gołym okiem. Skóra zdecydowanie bardziej nawilżona  i wypoczęta.

Oto co o efektach mówi sam zainteresowany:

Ja: - Kochanie, dlaczego poleciłbyś olej lniany?
On: - Noooo, jest lepiej.
Ja: - Możesz bardziej obrazowo?
On: - Hmm, ręce są ładniejsze.
Ja: - A rano?
On: - A rano twarz nie jest taka sucha. I mogę się bezboleśnie uśmiechnąć.
Ja: - Czy warto pić olej lniany regularnie?
On: - Jeśli ktoś lubi smak stóp spoconego goryla.
Ja: ..........
On:- Odczuwalną różnicę na gorszę zauważyłem gdy tylko zapomniałem pić go przez dwa dni, wtedy skóra od razu się pogorszyła.
Ja: - Opisz technikę spożywania! :)
On: - Najpierw trzeba wlać od 2 do 6 łyżek do szklanki i zalać to wodą. Zanim zacznie się pić, trzeba przygotować sobie coś do przegryzienia. Teraz należy zatkać BARDZO MOCNO nos i wypić zawartość szklanki. Nie odtykając nosa trzeba wytrzeć usta z resztek oleju, zjeść naszą przegryzkę i popić dużą ilością wody. Dopiero teraz można odetkać nos i modlić się, żeby nam się nie odbiło.
Ja: Do czego przyrównasz smak oleju lnianego?
On: - Do smaku wody w której pływał spocony lemur, do której wsypano jeszcze garść rybich łusek i żabich wątróbek. Z lekką nutą mięty.

Ja: - Ale warto?
On: - Zdecydowanie warto.


W olej lniany zaopatrujemy się w aptece dbam o zdrowie. Kupujemy zawsze ten: olej lniany budwigowy nieoczyszczony

Nie kupujcie oleju lnianego w sklepach, ponieważ nie może być wystawiany na światło. Musi być przechowywany w zaciemnionym i chłodnym miejscu.



Niestety muszę się zgodzić że jest obrzydliwy w smaku, ale warto przecierpieć te doznania smakowe dla takich walorów takich jak bogactwo w  kwasy tłuszczowe omega-3, wspomaganie procesów trawiennych i silne działanie antyoksydacyjne.




czwartek, 10 stycznia 2013

Pani Nauczycielka :)

Jakiś czas temu otrzymałam propozycję od firmy Firmoo, aby wypróbować ich okulary. Raczej bez większego entuzjazmu zaczęłam oglądać ich propozycję i wpadłam napotykając się na jeden model.

Złożyłam zamówienie i niecierpliwie czekałam. Okulary przyszły bardzo szybko jak na drogę którą musiały pokonać. Do tego w nienaruszonym stanie. W zestawia dostałam też ściereczkę oraz śrubokręt i 4 zapasowe śrubki.

Najbardziej podobało mi się to, że jak miałam jakieś pytania, to otrzymywałam dość szybko informację zwrotną, która była wyczerpująca.

Plusem tych okularów jest to, że są naprawdę twarzowe. Moje przyjaciółki też je ubierały, i każda wyglądała w nich ładnie. Wydaje mi się, że szczególnie pasują do owalnej twarzy.

Oprócz tego strasznie kojarzą mi się z okularami nauczycielki. Właśnie dlatego je wybrałam. :) Moja koleżanka się śmieje: +100 do inteligencji. :))

Same spójrzcie:



LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...